Tradycji stało się zadość – zanim każdy z nas rozjechał się na wakacyjne szlaki, postanowiłyśmy jeszcze raz wspólnie pospacerować po Poznaniu. I choć wydawać by się mogło, że nasze miasto znamy jak własną kieszeń, po raz kolejny udowodniło, że potrafi zaskoczyć.
Naszą wędrówkę rozpoczęłyśmy od Muzeum Sztuk Użytkowych mieszczącego się w Zamku Królewskim. Już od pierwszych sal zachwycałyśmy się przedmiotami, które przed wiekami służyły ludziom na co dzień, a dziś śmiało mogłyby stanąć na piedestale jako dzieła sztuki. Piękne meble, porcelana, srebra, szkło i tkaniny pokazały nam, że dawni rzemieślnicy doskonale wiedzieli, jak połączyć funkcjonalność z elegancją. Niejedna z nas westchnęła, że współczesne wyposażenie mieszkań mogłoby się od nich wiele nauczyć!
Przy okazji poznałyśmy także historię samego zamku. To właśnie tutaj swoje plany snuł Przemysł II, książę wielkopolski, który po ponad dwustu latach rozbicia dzielnicowego został w 1295 roku koronowany na króla Polski. Rozbudował poznański zamek z myślą o przyszłej królewskiej rezydencji, choć sam nie zdążył długo cieszyć się koroną – zginął zaledwie kilka miesięcy później w zamachu pod Rogoźnem. Budowę zamku jednak dokończono, a przez kolejne stulecia był jedną z najważniejszych królewskich siedzib w Polsce.
Nie zabrakło też historycznej zagadki z dreszczykiem. Nasza przewodniczka opowiedziała o pierwszej żonie Przemysła II – Ludgardzie. Młoda księżna zmarła nagle w wieku zaledwie około dwudziestu lat. Już w średniowieczu zaczęły krążyć pogłoski, że została zamordowana na rozkaz męża, ponieważ małżeństwo było bezdzietne. Brzmi jak scenariusz filmu kryminalnego, jednak historycy do dziś nie znaleźli dowodów potwierdzających tę wersję wydarzeń. Wiadomo jedynie, że Ludgarda zmarła niespodziewanie, a tajemnica jej śmierci od ponad siedmiuset lat pozostaje nierozwiązana. To właśnie takie historie sprawiają, że zwiedzanie zamku staje się jeszcze bardziej fascynujące.
Kolejnym punktem naszego spaceru była Fara Poznańska – prawdziwa perła baroku. Bogactwo zdobień, monumentalne kolumny, złocenia i piękne sklepienia zrobiły na nas ogromne wrażenie. Nawet osoby, które odwiedzały to miejsce już wcześniej, zgodnie przyznały, że za każdym razem odkrywają w nim coś nowego.
A ponieważ każda porządna wyprawa musi zakończyć się równie porządną regeneracją sił, zawitałyśmy do kawiarni FARAWAY przy ulicy Gołębiej. Aromatyczna kawa i pyszny sernik „siostry proboszcza” smakowały wybornie, ale chyba jeszcze lepiej smakowały rozmowy. Wspominałyśmy minione wycieczki, planowałyśmy wakacje i śmiałyśmy się z najzabawniejszych klubowych przygód. Trudno powiedzieć, co było słodsze – sernik czy nasze wspomnienia.
Tak właśnie pożegnałyśmy klubowy sezon przed wakacyjną przerwą – z uśmiechem, dobrym humorem i przekonaniem, że po wakacjach znów spotkamy się z nową energią.










Sfinansowano ze środków budżetowych Miasta Poznania #poznanwspiera
